I stał się cud – recenzja “Po drugiej stronie światła” Marka Bilińskiego

Wartością każdego koncertu jest nie tylko sama muzyka – jest nią także kolejność utworów i ich aranżacja. Wydarzenie “Po drugiej stronie światła“, o którym chcę opowiedzieć było bardzo dobrze przemyślane, znakomicie ilustrowało hasło Festiwalu Nauki w Krakowie (“Oświeć się”), dzięki czemu było jednocześnie, a właściwie przede wszystkim drogowskazem.

Koncert stał pod znakiem zapytania do ostatnich chwil. Ulewne deszcze poprzedzające godzinę zero paraliżowały prace związane z przygotowaniem sceny; wrażliwa na wilgoć elektronika odmawiała posłuszeństwa – próba generalna nie nastrajała optymistycznie. Nerwowa atmosfera wisiała w mokrym od deszczu powietrzu rozładowując się od czasu do czasu błyskami i grzmotami krążących wokół krakowskiego Rynku burz. W takich warunkach impreza nie miała sensu – ani muzyka Marka Bilińskiego, ani przygotowany przez Janiego Puntosa towarzyszący jej spektakl świetlny nie przebiłyby się przez szum deszczu i ścianę wody.

Seans był zaplanowany na dzień 15 maja 2015 roku na godzinę 21:00. Był centralnym punktem podsumowującym XV Festiwal Nauki w Krakowie, który tym razem organizował w imieniu krakowskich uczelni Uniwersytet Pedagogiczny. W tym dniu jednak pogoda wyraźnie się poprawiła – nawet od czasu do czasu niebo było bezchmurne. To jednak nie był jeszcze koniec – wieczorem, tuż przed rozpoczęciem imprezy, kiedy przed sceną zgromadziła się już widownia padła propozycja, aby rozpocząć granie o 23:00 – powodem miał być zaplanowany po drugiej stronie Sukiennic na godzinę 21:00 wyborczy wiec…

W końcu udało się pogodzić ze sobą wszelkie przeciwności. Wszystko odbyło się w planowanym czasie, podobnie jak wiec i wszystko ułożyło się dobrze – na długie lata… Punktualnie o 21:00 Rynek wypełniły takty znakomitego “E≠mc2“.

Sekwencja utworów na płycie winylowej jest taka sama jaka prezentowana była na koncercie – jakość nagrania, jego opracowanie sprawia, że atmosfera tamtego dnia może być z łatwością przywoływana w dowolnym czasie – wystarczy dobry gramofon i zamknięte oczy. Łoskotowi łopat helikoptera towarzyszyły wykreowane i wyświetlane na wieży ratuszowej i elewacjach Sukiennic ruchome, idealnie harmonizujące i dopełniające muzykę obrazy Puntosa; światło i dźwięk zamieniły się w naukę i technikę: tę służącą dobru, ale i złu – taką przestrogę zawiera w sobie pierwsza część “E≠mc2“. Festiwalowe wykonanie na krakowskim Rynku tej właśnie kompozycji było bardzo solidną dawką stanowczego i jasnego przekazu artysty, którego dokonał poprzez gęste, mocne i detaliczne brzmienie. Winylowa wersja doskonale zachowuje atmosferę pierwszych minut przedstawienia. W trakcie trwania tego dzieła na scenę dyskretnie wszedł chór – młode studenckie głosy. Połączenie elektronicznych barw muzyki Marka Bilińskiego, wyraźnego rytmu i śpiewu 70 osób specjalnie na tę okazję przygotowanych przez mistrzów Adama Korzeniowskiego oraz Małgorzatę Langer-Król i oddanych pod dyrekcję równie wspaniałej Jolanty Grygielskiej nie mogło wyjść źle. To bardzo ciekawe zestawienie – nieczęsto wykorzystywane przez artystów – wirtuozów Moogów – wywołuje mocne i wyraziście pozytywne emocje. Chór znakomicie poszerzył treść tego pięknego, ale i niepokojącego utworu. Stopniowo budowane napięcie w pewnym momencie wybucha wzruszająco monumentalnym i melodyjnym tematem a efekt dodatkowo potęguje mocny basowy, potężny – wręcz podmuch – organów. Zaczyna się część, która stopniowo wydobywa słuchacza z wszelkich – zarysowanych wyraźnie na początku niepokojów.

Muzyce nieprzerwanie towarzyszyły rozbłyski światła, sceny z bliskiego: mikro- i dalekiego – makrokosmosu. Taki obraz pozostał na winylu – mimo, że jest na nim tylko (i aż) muzyka – bez spektaklu Puntosa. Kto może, niech słucha tej części głośno – jak najgłośniej – wtedy łatwiej dostrzec czystość matematyki, logikę fizyki, bezwzględność chemii i cud biologii – ta muzyka jest obrazem świata, wszechświata, w którym żyjemy, jest obrazem ontogenezy i filogenezy – po prostu jest obrazem naszej wędrówki.
Pamiętam, jak nad głowami widzów i słuchaczy pojawiły się pierwsze gwiazdy; muzyka Marka i głos chórzystów przeprowadziły nas na drugą stronę świata, na drugą stronę światła.

“Po drugiej stronie świata” – jedno z najcudowniejszych dzieł, które stworzył – jest jak nowe szczęśliwe życie. Dobrze znamy ten hipnotycznie piękny motyw; zagrany na krakowskim Rynku, zilustrowany dynamicznym pokazem sztuki wizualnej, a przede wszystkim wykonany bezpośrednio po “E≠mc2” miał jeszcze większą siłę oddziaływania. “Po drugiej stronie świata” to kompozycja wybitna – nie tylko ze względu na piękny pomysł, melodię, rytm i detale. Ten utwór ma szczególne właściwości: uspakaja, (użyłem też słowa, że hipnotyzuje), leczy (smutek, depresję, zmartwienia), przywołuje piękne wspomnienia, raduje a nade wszystko wzrusza. Można podróżować w nieskończoność w towarzystwie takiej muzyki. Aranżacja koncertowa wzmocniła wszystkie te cechy, uwypukliła rytm nie niszcząc w najmniejszym stopniu jego delikatności. Doskonale słychać to w winylowo aksamitnej wersji – gdzie znajdujemy ogrom przestrzeni i mnóstwo powietrza. Dla tych, którzy podobnie jak ja kochają to dzieło bezgranicznie ta wersja będzie wielką muzyczną ucztą i pięknym psychicznym przeżyciem, do którego z pewnością dołączą fizyczne ciarki i motyle w brzuchu. Marek Biliński okazuje się Mistrzem nie tylko w studio, lecz także na żywo. Pamiętam to wykonanie – bo byłem tam, stałem przed sceną i pamiętam wrażenie jakie na mnie zrobił. Tak samo się czuję, gdy słucham go z płyty winylowej – jest tak, jakbym ponownie tam był. Można się zastanawiać: co jest po drugiej stronie świata? Odpowiedzią jest kolejna pozycja.

“Początek światła” – to właśnie tam docieramy w kolejnym etapie – tam zaprowadził nas Marek Biliński. Tu ponownie muzyce artysty towarzyszy chór niezwykle pięknie wciągając słuchacza w temat. Mamy wrażenie, że dotarliśmy do celu, a jeśli to jeszcze nie jest cel (bo cel znajdziemy dopiero za chwilę) to jest to piękna kraina, pełna harmonii i miłości oraz pełna dobrej energii, której brak oznaczałby ciemność. Walka z ciemnością wymaga energii – wymaga siły i woli, wymaga też wiedzy – źródła tych cech znajdujemy w muzyce Bilińskiego. Taki jest początek światła.

Tam, gdzie jest światło jest nasz dom i tam, gdzie jest nasz dom zawsze powinno być światło. “Dom w dolinie mgieł” to muzyczna ilustracja znakomicie podsumowująca tę opowieść.

Niezwykle piękny i wzruszający był to wieczór. Dla mnie osobiście było to pierwsze osobiste spotkanie z Artystą; do tej pory znałem tylko jego muzykę. Tak jak już wspomniałem na początku, wszystko ułożyło się dobrze – na długie lata, dlatego z perspektywy czasu mogę powiedzieć tak: Marek jest taki jak jego muzyka (a może jego muzyka jest taka jak on – to nie jest najważniejsze); życzę każdemu takich przyjaciół jak on. Kto jeszcze nie słyszał koncertu z Krakowa niech to zrobi jak najszybciej – to jest znana wielu z was muzyka – ta sama, lecz nie taka sama – to zupełnie nowa opowieść: zaglądnij, posłuchaj i zobacz co jest po drugiej stronie światła.

Audiofan

Szczegółowe plany Marka Bilińskiego dotyczące nowych wydawnictw można śledzić w kanałach społecznościowych
artysty:
Strona internetowa: www.bilinski.pl
Facebook: www.facebook.com/marekbilinski
Instagram: www.instagram.com/marek.bilinski/
You Tube: www.youtube.com/MarekBilinski

Chcecie porozmawiać o audio i muzyce ?

ZAPRASZAMY DO GRUPY NA FACEBOOK

AudioMuzoFans